Jakaś chorowitość nas dopadła

Od paru dni młoda jakaś nieswoja była. W końcu ropa zawitała do oczu. Trzeba było ruszyć się do lekarza, bo czort wie, co Krasnal narozrabiał. Może węglem próbował sobie kolor oczu zmienić?

Wizyta u lekarza skończyła się antybiotykiem i kroplami do oczu. I tak się zastanawiam, czy tylko my mamy takie świrnięte dziecko? Czy to większość rodziców? W poczekalni dokazuje jak pijany zając w kapuście. U lekarza, dopóki ten się do niej nie zbliża, też przejawia humor raczej dobry. Wystarczy, że lekarz wyciągnie stetoskop – ryk, wycie, darcie się i wyrywanie. Miałam rację, by tym razem Rafał trzymał Krasnala, bo ja już chyba nie mam tyle siły. No i wyszło,że nie tylko spojówki załatwione, ale i gardło jak malina. Aż dziwne, że tak jej apetyt dopisuje i nie ryczy przy jedzeniu.

Troszkę mi się ten antybiotyk nie podoba, no ale jak trzeba to trudno. Sęk w tym, że zarówno aplikacja antybiotyku, jak i kropli do oczu, to niemal mission impossible. Ja naprawdę nie jestem jakaś zbyt czuła na łzy młodej. Nie jestem też nadmiernie opiekuńcza. Może po prostu brak mi zdecydowania, że nie potrafię jej tych oczu zakropić, czy dać niedobrego leku bez jej wycia, wrzasku i uciekania? Nie ukrywam, że nie przepadam za przemocą, a i boję się, że przy takim chamskim trzymaniu mogę jej coś zrobić. No nic. Chyba będzie się trzeba jeszcze bardziej znieczulać na jej żale. A na razie walczymy. Oby tylko przez te 7 dni. I koniec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: