No i dupa o!

Nic dziś nie wyszło, nic. Kompletnie. Jeszcze mam okazję obiad spieprzyć, bo robienie go dopiero przede mną.

Dziś Kasia miała mieć kolejną szczepionkę. Niestety, od niedzieli jest jakaś nieswoja. Niby się bawi, niby szaleje, ale jakoś nie tak, jak ona potrafi. Na placu zabaw w zasadzie niewiele ją interesuje – cudza piłka i chodzenie. Bujać się nie chce, bawić się z dziećmi nie chce, wygłupiać ze mną też nie. Ano troszkę podejrzewałam, że albo jest przeziębiona (może ja ją za grubo ubieram na ten plac zabaw? a może za lekko? czort wie!) albo tak jej te trzonowce dokuczają. I mimo tego iż byłam u lekarza, nadal mądrzejsza nie jestem.

W poniedziałek miała gorączkę i to chyba musiała jej mocno dokuczyć, skoro dała sobie zmierzyć temperaturę. Wynik 38,2 st. C. Dostałą nurofen, nieco odżyła. Wieczorem klapa na całego. Spała mocno niespokojnie, więc zmierzyłam temperaturę raz jeszcze – 39,8 st. C. Nooooo pięknie! Nurofen po raz drugi. Przytuliłam do siebie (mam jakoś tak śmiesznie, że nawet jak jest mi ciepło, to skórę mam chłodną – dobra rzecz dla tak rozgrzanego bąbla). Zasnęła spokojnie, pomiar kontrolny wykazał prawie dwustopniowy spadek temperatury.

I niby wczoraj już było całkiem do rzeczy, nieco ponad 37 st.C, to nagle jedzenie przestało jej smakować. Nie chce jeść i koniec! Trzeba zagadywać, puszczać reklamki (wiem, błąd – duży błąd zrobiliśmy,że tak ją nauczyliśmy jeść – przy reklamach. Dla mnie wygoda, bo młoda nie kaprysi, ale pewnie teraz zacznę przeklinać swoją pomysłowość), a i to zje tyle, co kot napłakał. Dobrze choć, że przez sen mleko wypije. Dziś też kaprysi przy jedzeniu. Byłyśmy rano u lekarza, bo dziś miało być szczepienie. No cóż, gardło czyste, oskrzela czyste, język obłożony. Mam go pędzlować. Wargę też, bo jakiejś afty się dorobiła. Za szybko próbowała usiąść. a na drodze wyrosło jej krzesło. Przygryzła sobie wargę zębami. Na buzi rzeźnia, płacz. No co zrobić – dziecko. Nie po raz pierwszy i nie ostatni się wyrąbała. Ale że temperatura była za wysoka, mam zanieść mocz do badania i wtedy się okaże, czy szczepimy,czy nie.

Natomiast plus z dzisiejszej wizyty jest taki, że młoda ogólnie ładnie się rozwija. Waży 10,9 kg. A wzrostu ma nieco ponad 80 cm. Zuch dziewczyna. Ten brak dzisiejszego szczepienia i jutrzejsze badania nieco komplikują mi życie. Bo teraz to już naprawdę nie wiem, kiedy to szczepienie będzie. I kiedy w końcu JA pójdę na badania. Bo ciągle coś. Chyba mnie pani endokrynolog opierdzieli aż miło. To znaczy mi miło na pewno nie będzie. Dawno już miałam być u niej z wynikami. A teraz nie dość, że kończą mi się leki, muszę iść do lekarza pierwszego kontaktu, żeby je przepisał (ZNÓW), ale dowcip polega na tym, że nie przepisze, jak nie mam zaświadczenia o ubezpieczeniu. A nie mam, bo paniom w mojej pracy ciężko przy moim nazwisku zaznaczyć, by przesyłały mi co miesiąc ten druczek. A ja zapominam. Często chodzę prywatnie do lekarza, więc nie potrzebuję, a tu masz! A drugi przepiękny dowcip? Pani, która umie mi pobrać krew będzie w pracy już niedłuuugo, bo na początku przyszłego roku! Noż cholera jasna! Druga pani, które potrafi mi pobrać krew będzie w przyszły piątek, no to wtedy mąż musi iść do pracy. Pochlastam się chyba. No nic, będę musiała spróbować jeszcze raz u kogoś innego, mam tylko nadzieję, że tego sadystycznego kolesia nie będzie, bo chyba tym razem sama mu igłę wbiję w rękę i będę nią rozcinać skórę!

A co ze świętami? Też nie wiem. I na razie nie chce mi się nawet o tym myśleć. Dziś mam zdecydowanie niefajny dzień. Dobrze, że młoda śpi. Ponoć sen to najlepsze lekarstwo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: