I wszystko sprowadza się do hasła:

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.

W tym konkretnym przypadku to aż pięć bab.🙂 Ale zacznijmy od początku. Do tej pory przeczytałam dwie powieści Olgi Rudnickiej – „Martwe jezioro” i „Lilith”. Muszę przyznać, że już po tych dwóch razach polubiłam jej pisarstwo. Bo lekkie, bo łatwe, ale nie prostackie, bo przyjemne, z nutką romansu, z nutką kryminału. Jej książki to takie ciepłe bułeczki na jesienne wieczory. Do tego herbatka i można zatonąć.

Przeglądając nowości w mojej pracy, zamówiłam sobie znów parę książek, w tym nową powieść tej młodziutkiej pisarki – „Natalii5”. Skorzystałam z okazji, bo akurat mieliśmy odwiedzić dziadków na Opolszczyźnie, więc i książki odebrałam. Sięgam do różnej literatury, raz poważniejszej, raz lżejszej. Czytam na przemian bajki, z kryminałami, romanse na przemian z powieściami klasycznymi, tymi które „należy znać” (ironia). W zasadzie literaturę wybieram bardzo pod siebie, więc rzadko bywam rozczarowana tym, co przeczytałam. I doceniam każdy gatunek. Bo każdy ma swój urok, swojego odbiorcę. I szczerze, z ręką na sercu przyznaję, że uwielbiam takie powieści, jakie tworzy Olga Rudnicka. Są kolorowe. Barwne. Emanują ciepłem, radością. Sprawiają, że sama czuję się podekscytowana toczącą się akcją, co najmniej jakbym brała w niej udział. I mimo że często jej historiom towarzyszy śmierć, zbrodnia, tajemnice, to sięga się po nie chętnie. A może właśnie dzięki tym chwytom? Ostatnia z jej powieści to dość grube tomiszcze. Przeczytałam ją w niecały tydzień, co przy moim trybie życia i nieustannym spoglądaniu zza książki, co też czyni moje dziecko, jest naprawdę bardzo dobrym wynikiem i świadczy o tym, że książkę się po prostu połyka. A potem się żałuje, że się połknęło, bo chciałoby się jeszcze, a tu już pusta miseczka.

źródło okładki tutaj

Powieść Natalii5″, to historia dość osobliwa. Chciałoby się rzec, że nierealna, że wszystko jest wydumane. Ale szczerze? Życie zna jeszcze dziwniejsze przypadki, więc przez tę swoją osobliwość, powieść staje się wiarygodna jak mało kiedy. Pewnego pięknego dnia Jarosław Sucharski dowiaduje się, że ma guza w mózgu. Z natury tajemniczy, apodyktyczny i mocno niecierpliwy pan nie zamierza czekać na śmierć i pogrążać się w chorobie. Uporządkował wszystkie swoje sprawy, spieniężył majątek i porozdzielał pieniądze pomiędzy spadkobierców tak, żeby uniknąć kłótni rodzinnych. A wiedział pan Jarosław, że takie mogą nastąpić, zwłaszcza, że troszkę w swoim życiu namieszał. Najbardziej mu było szkoda domu oraz niedokończonej za życia sprawy. Marzył o odnalezieniu pewnego skarbu wywiezionego z Polski przez Hitlerowców. Był o włos od realizacji marzenia, ale wiedział, że zdrowie mu nie pozwoli kontynuować poszukiwań. Zatem dom i tajemnicę pozostawił swoim córkom, drżąc z obawy, że jednak nie będą chciały podjąć się znalezienia skarbu. Nie będą chciały działać wspólnie. Ale nie dlatego, że się nie lubiły. Po prostu fiołkowego pojęcia nie miały o swoim istnieniu.

Otóż pan Sucharski lubił kobiety, ale nie lubił problemów. Żenił się, płodził córki, rozwodził się, jak już miał dość żony. I tak do pięciu razy sztuka, w zasadzie do sześciu, ale o tym szaaaa. Prowadził tak szalone życie, że aby sobie ułatwić zapamiętywanie kłamstw, wszystkie córki polecił nazwać tak samo – Natalia Sucharska. Cóż, wiedział, że kiedyś wszystko się wyda, być może obawiał się, jak zareagują na to jego potomkinie. Zatem pięknie, po angielsku się zmył. Załatwił wszystkie ziemskie sprawy i … strzelił sobie w łeb. I pewnie nie byłoby większej afery niż ta córkowo-imienna, gdyby się nie okazało, że strzelił sobie centralnie w środek głowy, co stawiało pod znakiem zapytania fakt, czy na pewno pan Sucharski popełnił samobójstwo. Bo przecież motywów, by pana Sucharskiego wysłać na tamten świat. wskutek jego działalności, choćby rodzinnej, było całe mnóstwo. Dlatego do akcji wkraczają policjanci Adrian i Marcin, do akcji wkraczają też panny Sucharskie. Od tej chwili w powieści wszystko gmatwa się i plącze. Córki próbują zrozumieć ojca, próbują też nie oszaleć i nie zatracić własnej osobowości i odrębności. O dziwo zaczynają współdziałać, choć nawet ojcu wydawało się to niemożliwe. A jak już zaczęły współdziałać, tak świat stanął na głowie. Panny Sucharskie świętego wyprowadziłyby z równowagi, a co dopiero dwóch spokojnych policjantów. Ale dzięki nim powieść ma bardzo ładny koloryt i różnorodne odcienie. Czytając o ich przygodach, nie da się nie śmiać w głos. I naprawdę człowiek żałuje, że czyta za szybko.🙂

A czy Natalie odnajdą skarb poszukiwany przez ojca? Czy ów skarb to jedyna niespodzianka, którą zafundował im ojciec po śmierci? Czy rzeczywiście Jarosław Sucharski popełnił samobójstwo? I czy Natalie się nawzajem nie pozabijają? Odpowiedzi poszukajcie na stronach powieści Olgi Rudnickiej. Jeśli szukacie przyjemnego oderwania się od szarugi jesiennej, to po stokroć polecam😀

1 komentarz

  1. RosMa said,

    14/11/2012 @ 19:24

    Podpisuję się obie rączkami nóżkami i czym tylko mogę…Rudnicka jest niesamowita.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: