Tak można by zatytułować taki oto obrazek

I tak się zastanawiam, czy to w sumie prawda, czy nie? Mianowicie, czy naprawdę córunie są bardziej Tatunia niż Mamuni? Czy może to jakaś legenda?
Ja tu widzę jawną zmowę.
Coś knują przeciwko mnie he he. Ale może ujdę z życiem.
W sumie ja też byłam/jestem córunią Tatunia. Choć może nie do końca. To moje córuniowanie ciężko wtłoczyć w schemat. Przez wiele wiele lat raczej toczyłam boje z ojcem. Zbyt duże podobieństwo charakterów. Teraz dopiero uczę się na spokojnie przyjmować to, jacy oboje jesteśmy
A mój tato to żartowniś, krzykacz, łobuz, uparciuch, ale w gruncie rzeczy człowiek całkiem dobrego serca
Nie chce źle, a że mu czasem nie wyjdzie, to jak każdemu z nas
Ale mimo że często się z nim kłóciłam, to wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Rzeczywiście wiele mógł dla mnie zrobić. I ja to doceniam. I wiem, że ojciec mnie kocha, tylko nie potrafi tego pokazać. Możliwe, że to spuścizna po wielodzietnej rodzinie, w jakiej się wychował. Tam nie było zbyt wiele czasu na czułości. Ale nie narzekam. To miałam od mamy. I pewnie dlatego, mimo że ojciec mnie kocha, to większą więź czuję z mamą. Bo ona jednak więcej miała dla mnie czasu.
Tato był albo w pracy, albo na rybach, albo grał w brydża. W domu zaś nie wtrącał się w moje wychowanie. Słuchał, o czym opowiadam, pomagał mi w lekcjach – głównie w tych ścisłych przedmiotach, ale to Mama dbała o wszystko. Również o to, bym miała się komu wygadać, bo rodzeństwa przecież nie mam. Dlatego tak często czułam się jak między młotem a kowadłem. Może gdybym miała rodzeństwo, to ta uwaga rodziców byłaby podzielona na dwa i nie trzeba byłoby się opowiadać po żadnej ze stron. Zwłaszcza, że dziecko nie powinno się opowiadać po żadnej ze stron. Dziecko jest od kochania rodziców. A rodzice od kochania dziecka. I myślę sobie, że jeśli rodzice traktują się po partnersku, to dziecko nie będzie musiało się opowiadać po żadnej ze stron.
A czasem bywa, że rodzice zapominają, że dziecko to jest dziecko i zbyt wiele uzależniają od jego opinii. Owszem, dziecko powinno mieć głos w rodzinie, ale nie decydujący.
Ale wracając do sztamy z rodzicami
Ogólnie nie musiałam nigdy chodzić na wojnę z żadnym z rodziców, więc nie było potrzeby jednoczenia sił
okresu buntu nie przechodziłam
I bardzo się cieszę, że nie przechodziłam, bo dzięki temu całkiem dobrze dogaduję się z obojgiem rodziców, nie ma żadnych niewyjaśnionych spraw, żadnych zaszłości
Mam nadzieję, że nasza córka tak samo będzie się dobrze z nami dogadywać. Za to już wiem, że dziadek w roli dziadka się będzie spełniał. Bo że babcia oszaleje na punkcie wnuczki to było do przewidzenia
Ale mój tato raczej boi się małych dzieci. Ponoć jak byłam mała, to bał się mnie na ręce wziąć. A co dopiero wykąpać, czy przewinąć. Ale pewnie mężczyźni do niektórych rzeczy muszą dojrzeć.
Mężuś jest na tyle dorosłym mężczyzną, że jakoś mu to nie straszne. Na ręce brał już od pierwszych chwil po urodzeniu. Przy kąpielach pomaga. A ostatnio nawet przewinął! Oczywiście, wcześniej musiałam sprawdzić, czy nie ma w pielusze niespodzianki większego kalibru, a dopiero potem się zabrał za przewijanie, ale na wszystko przyjdzie czas. Tak myślę.
Kochana ta moja rodzinka.
I mąż i dzieciak i rodzice. Szkoda tylko, że Kasia ma jedną parę dziadków. I że są oni tak daleko, ale może dzięki temu częściej się ruszą z domku do wnusi
Czekamy na wizytę, czekamy.
A teraz małe spojrzenie w przeszłość – córunia Tatunia odsłona prapradawna

Ale kieeeedy to byyło?!
Ps. A jak to u was było? Córunia Tatunia? Czy Mamuni?